5 mitów o jedzeniu, które okazały się kłamstwem

5 mitów o jedzeniu, które okazały się kłamstwem

Moje zmagania o polepszenie zdrowia, które doprowadziły także do znacznego zmniejszenia wagi potwierdzają, że… żyjemy w świecie, gdzie dezinformacja rządzi. Oto 5 mitów o jedzeniu, które okazały się kłamstwem.

Swoją historię opisałam Tutaj i Tutaj.

Poza pozbyciem się bólu, pozbyłam się też ponad 40 kilogramów, z czego mniej więcej jakieś 20 kilo zeszło ze mnie zupełnie nieświadomie. Schudnięcie dotarło do mnie, gdy któregoś dnia pojechałam na służbowe spotkanie do Warszawy i wracając ze stolicy trzymałam spodnie, żeby ze mnie nie spadły. Byłam wtedy na Diecie Dobrych Produktów, okresowo zmienianej na dietę ketogeniczną lub tylko dietę LCHF czyli Low Carb High Fat czyli nisko-węglowodanową lub wysoko-tłuszczową.

Całe życie zmagałam się z dodatkowymi kilogramami. I całe dorosłe życie – poza okresem dziecięcym, kiedy sobie tego nie uświadamiałam – byłam na diecie. Skrupulatnie liczyłam kalorie. Zgodnie z zaleceniami dietetyków jadłam pięć posiłków dziennie. I wiecie co? Dziś wiem, ze dietetycy chodzą na pasku koncernów produkujących żywność. Nie potrzeba nam pięciu posiłków. Takie przekonanie to woda na młyn producentów żywności (przetworzonej), którzy zarabiają na tym, że jemy za dużo. I, oczywiście, dietetyków, którzy także na nas zarabiają…

Dietetykami zostają bardzo młode osoby, które jeszcze spokojnie mogą jeść ,,śmieci” (bo są młode) i nie mają żadnych poważniejszych chorób (bo są młode). Z przekonaniem żołnierza wykształconego przez system mówią rzeczy, w które wierzą, bo tak zostały nauczone . Ulubiony przez Polaków program telewizyjny o odżywaniu prowadzi pani, która na oko ma co najmniej 20 kilogramów nadwagi… I my te wszystkie ,,prawdy” łykamy jak gęś kluski…

Mój przykład pokazał, że wiele ,,prawd” jest kłamstwem.

Kaloria kalorii nie równa – jedne substancje są od razu spalane, inne – magazynowane na zaś…

Mit nr 1 – trzeba liczyć kalorie

Jonathan Bailor w swojej książce ,,Mit kalorii” przekonuje, że liczenie kalorii to bzdura. Podobnego zdania jest dr Joseph Mercola.  Ja całe dorosłe życie liczyłam kalorie starając się nie jeść ich więcej niż 1200 dziennie. Oczywiście, jadłam tak, jak większość Polaków, czyli głównie ,,zdrowe” pełnoziarniste węglowodany, owoce i warzywa. Jak wyglądałam? – widać na jednym ze zdjęć.

Gdy okazało się, że ze względu na zwyrodnienia stawów potrzebny jest mi naturalny kolagen, a ten znajduje się w skórze wieprzowej, żelatynie i kurzych łapkach – zaczęłam z konieczności jeść tłusto. Do skóry z golonki, czy galaretki z kurzych łapek dokładałam ulubionego ogórka kiszonego (żeby dało się to zjeść) i… byłam tak najedzona jak nigdy wcześniej. Kalorycznie było to znacznie więcej niż do tej pory. Objętościowo – znacznie mniej.

Jonathan Bailor i dr Mercola przekonują, że tłuszcze i węglowodany w naszym organizmie trawione są zupełnie inaczej, dlatego kaloria kalorii nie równa i liczenie ich nie ma sensu. Decydującym czynnikiem jest insulina. Jeśli jemy dużo węglowodanów mamy wysoki poziom insuliny we krwi, a organizm dostaje sygnał, że wszystko jest w porządku – paliwo do komórek jest w drodze i nie trzeba uruchamiać żadnych zapasów. Kalorie nie mają tu żadnego znaczenia – liczy się tylko fakt, że w krwi mamy bardzo dużo insuliny, czyli ,,nie ruszamy własnych zapasów” nawet jeśli jemy mało. Pisałam o tym TUTAJ. Tłuszcze idą ,,do pieca” od razu. Jeśli zjemy ich za dużo – szybciej pójdziemy do toalety.

Prawie każdy z tych produktów można przygotować w wersji niskowęglowodanowej

Mit nr 2 – trzeba jeść 5 posiłków dziennie

Gdy byłam dzieckiem mama i babcia zawsze mówiły: Nie podjadaj między posiłkami. To samo mówił mój dziadek – lekarz. Posiłki były TYLKO trzy: śniadanie, obiad i kolacja. Ja jednak podjadać lubiłam – i miałam problemy z wagą.

Wśród rówieśników byłam wyjątkiem. Niewielu z nas miało nadwagę. Dorosłych też niewielu. Popatrzmy na stare rodzinne zdjęcia sprzed 80-100 lat. Na zdjęciach są sami szczupli ludzie. Grubaski są wyjątkami.  W tej chwili 90 lat dożywa pokolenie, które urodziło się przed II wojną światową. Przez wiele lat niedojadali, a nawet cierpieli głód. A nam się każe jeść 5 razy dziennie!

Pomijam już fakt, że jedząc spore ilości tłuszczu trudno zjeść choćby 3 posiłki dziennie. U mnie najczęściej są dwa. Jedzenie 5 posiłków dziennie jest wskazane dla przemysłu spożywczego i… dla dietetyków, bo oni z naszej niewiedzy żyją.

Oliwa jest pyszna, a łyżka oliwy syci bardziej niż zjedzenie kilograma jabłek

Mit nr 3 – post jest trudny

To też nieprawda. Ludzie, którzy dziś dobiegają 90 lat wielokrotnie pościli – z konieczności. W czasach wojny, a nawet po niej jedzenia nie zawsze było pod dostatkiem. Post jest znaczącą częścią wszystkich światowych religii. Aby poznać dobrodziejstwo pożywienia, trzeba poznać także głód.

Sama pościłam najdłużej 48 godzin. Przypadkiem. Jeden z posiłków przed rokiem okazał się na tyle sycący, że przez cały kolejny dzień nie chciało mi się jeść, a jedynie piłam wodę. Po upływie doby od ostatniego posiłku włączyła mi się euforia – czułam się tak, że mogłabym góry przenosić. Następnego dnia nie czułam głodu wcale – niejako ze zdrowego rozsądku, bo na dalszym chudnięciu mi nie zależy, zjadłam niewielki posiłek i… smakował mi nieprawdopodobnie.  Jednak byłam głodna!

Na co dzień stosuję tak zwany post przerywany (inne nazwy to z angielskiego intermittent fasting lub dieta IF), czyli najczęściej jem w ,,okienku” 6-8 godzin, a przez resztę doby piję tylko wodę. Jest to zgodne z Dietą Dobrych Produktów dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, która zaleca, aby ostatni posiłek spożywać około godz. 16.

Zauważmy, że post przerywany stosowali nawet nasi… rodzice i dziadkowie. W moim domu rodzinnym kolacja była o godz. 18, a śniadanie o 7 rano. Oznacza to, że jedzono w okienku 11 godzin, a 13 godzin poszczono, bo wtedy nikt nie podjadał oglądając telewizję. To też wymysł  czasów współczesnych.

Przy diecie wysokotłuszczowej, gdy nie odczuwamy głodu, post przerywany nie jest żadnym kłopotem. Oczywiście, gdy chcemy się wypuścić gdzieś z przyjaciółmi, to robimy sobie tego wieczora wolne od postu – dzień uczty, przerywającej post towarzyszy nam, ludziom od czasu gdy pierwsze plemiona złowiły ,,dużego zwierza” przy którym można było ucztować przez kilka dni.

Szklanka wody zamiast podjadania przy telewizji – to możliwe!

Mit nr 4 – diety trzeba ściśle przestrzegać

To także mit. Tak, jak uczta jest wpisana w sposób odżywania człowieka, tak i odstępstwa od diety są rzeczą normalną. Dr Ewa Bednarczyk-Witoszek mówi o ,,dniach wolności”, gdy możemy zjeść coś, na co mamy ochotę, a czego normalnie nie jemy. Im jesteśmy młodsi, tym na więcej odstępstw możemy sobie pozwolić. Warto jednak pamiętać dlaczego decydujemy się na zmianę sposobu odżywiania i zastanowić się, czy kawałek pizzy z seropodobnym czymś z tłuszczami trans na wierzchu jest wart naszego zdrowia, czy lepiej wybrać bezpieczniejszą opcję:  deser z 40% śmietaną lub golonkę z piwem.

Każda zmiana ma sens tylko wtedy, jeśłi jesteśmy w stanie utrzymać ją na długo. Prawidłowe odżywianie wysokotłuszczowe jest smaczne, powoduje niechęć do słodyczy i… znakomite samopoczucie.  Znika znużenie w ciągu dnia i chęć drzemki po sutym posiłku. Taka dieta ma same zalety tylko… trzeba chcieć spróbować.

Ruch jest nam potrzebny, by utrzymać sprawność ciała i prawidłowe krążenie. Ale nie do dodatkowego spalania kalorii

Mit nr 5 – ruch dla spalenia kalorii

Bodajże Michael Mosley w którejś ze swoich książek napisał, że jeśłi potrzebujesz ruchu, żeby być szczupłym, to znaczy, że masz źle ułożoną dietę. Zresztą popatrzmy – dwie godziny mocnego pedałowania to zaledwie niecały 1000 spalonych kalorii. Godzina wysiłku  na siłowni – to równowartość 500-600 kilokalorii. Czy naprawdę nikomu z nas nie zapala się lampka i nie zastanawia się, czy to naprawdę jest nam potrzebne?

Ruch jest potrzebny. Wysiłek nie musi być długotrwały – ważne jest, żebyśmy się spocili. Nasza skóra jest organem wydalniczym – z potem wydalane są z organizmu toksyny. A my gruczoły potowe ,,zaklejamy” antyperspirantami… Oczywiście, ruch jest potrzebny, aby nasze mięśnie były sprawne i dla utrzymania prawidłowego krążenia. Ruch nie ma służyć dodatkowemu spalaniu kalorii – ruch to raczej pomysł na dobry detoks i to całkowicie za darmo.

Sauna lub bania jest tak potrzebna bo powoduje, że się pocimy i przez skórę wydalamy toksyny. Ruszać się także należy po to, by się spocić. To detoks.

I jeszcze coś

Moje doświadczenie wskazuje, że dietę dla nas możemy ułożyć tylko my sami. Płacenie za plan diety jest bzdurą – tylko my, na podstawie własnych obserwacji możemy ocenić co nam służy i co nam szkodzi. Ziemniaki odsmażane na tłuszczu są jednym z moich ulubionych posiłków, ale… przez wiele lat nie mogłam ich jeść, bo przecież ,,tuczą”. Dr Ewa Bednarczyk-Witoszek mówi o tym, ze wiele zależy od naszych nałogów żywieniowych, od tego, co jemy codziennie, co codziennie jedli nasi rodzice (którzy przekazali nam swój materiał genetyczny), a nawet dziadkowie. W swoich domach najczęściej gotujemy to, co chętnie i często jadaliśmy u naszych rodziców – w ten sposób przenosimy nawyki żywieniowe, które z biegiem lat stają się nałogami.

Jeśli ktoś przez 50 lat je codziennie ziemniaki, a jego rodzice jedli codziennie ziemniaki przez 20 lat (zanim się urodził) i ich dziadkowie też, to wtedy ziemniaki niekoniecznie muszą być dla nas przyjazne. Ponieważ ja zawsze byłam przekonywana, że ziemniaki tuczą i jadłam ich mało – teraz mogę poszaleć. Ale nie oznacza to, że tak będzie zawsze. W pewnym momencie droga trawienia ziemniaków może się zużyć (dokładnie tak jak rozpada się jednia, którą się często jeździ) i ziemniaki mogą i mnie zacząć szkodzić.

Najważniejszy z tego jest fakt, że coś, co jest dla mnie przyjazne, dla mojej przyjaciółki może być szkodliwe. I odwrotnie. Dlatego żadna ,,kupna” dieta nie będzie służyła wszystkim i każda dieta musi być – i to dosłownie – szyta na miarę. Poza tym teoretycznie możemy zaplanować, że następnego dnia zjemy coś, na przykład jajecznicę, ale gdy wstaniemy rano może się okazać, że mamy ochotę na coś zupełnie innego, choćby na masło orzechowe… I wtedy warto iść za głosem serca.

Jednym z naszych największych obowiązków jest robienie przerwy od nawyków, nałogów i jedzenie różnorodne. Dlatego najważniejszym zadaniem jest samoobserwacja i układanie diety na jej podstawie. To bardzo proste. Jak to robić? – o tym niebawem.

Beata Kozłowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *