Jesz mało i tyjesz? Prawdopodobnie jesteś… niedożywiona

Ja sama taka byłam. Żartowałam nawet często, że wystarczy, że przejdę koło jedzenia i już mi się odkłada na biodrach. Jadłam mało, byłam wiecznie głodna i… tyłam. Choć byłam grubasem, byłam niedożywiona.

Jak to możliwe?

Sama przez dłuższy czas szukałam odpowiedzi na to pytanie. I wreszcie znalazłam.

Głównym powodem jest insulinooporność. Słyszeliśmy o niej wszyscy i wszyscy wiemy, że może doprowadzić do cukrzycy typu II. Ale nie musi – bo ja przed tym uciekłam, więc skoro mnie się udało, to jest to możliwe.

Czym w praktyce jest insulinoporność?

Jonathan Bailor w znakomitej książce ,,Mit kalorii” wyjaśnia sprawę tak: Insulina znana jest w kręgach naukowych jako najistotniejszy hormonalny czynnik wpływający na powstawanie tkanki tłuszczowej.

Jeśli mamy wysoki poziom insuliny we krwi, to organizm dostaje sygnał, że wszystko jest w porządku – paliwo do komórek jest w drodze i nie trzeba uruchamiać żadnych zapasów. Kalorie nie mają tu żadnego znaczenia – liczy się tylko fakt, że w krwi mamy bardzo dużo insuliny, czyli ,,nie ruszamy własnych zapasów” nawet jeśli jemy mało.

Co powoduje wyrzuty ogromnych ilości insuliny? – oczywiście przede wszystkim słodycze i proste węglowodany. Naukowcy przestrzegają jednak nie tylko przed cukrem, ale także przed syropem glukozowo fruktozowym, który powoduje jeszcze większe wyrzuty insuliny.

– Gdy jest jej dużo, insulina przekazuje kalorie do komórek, ale i tak zostaje wtedy w układzie krwionośnym – informuje Jonathan Bailor. – Ten nadmiar insuliny blokuje organizm i odbiera mu możliwość spalania tkanki tłuszczowej. Nawet jeśli jemy mało i dużo ćwiczymy to nie chudniemy.

Gdy mamy otyłość brzuszną najczęściej cierpimy z powodu wysokiego poziomu insuliny we krwi

Gdy taki wysoki poziom insuliny mamy we krwi przez dłuższy czas wtedy nie dość, że nie możemy schudnąć, ale też organizm uodparnia się na insulinę, co oznacza, że trzustka musi jej wyprodukować jeszcze więcej… Tak powstaje insulinooporność. Jeśli jemy dużo skrobi i cukrów organizm opiera się działaniu insuliny.

Choć nasze różne tkanki reagują na insulinę w różny sposób – tkanka tłuszczowa zna tylko jedną reakcję. Teoretycznie jest to korzystne, bo nie pozwala insulinooporności nas zabić – zapobiega toksycznie wysokim poziomom cukru we krwi ale… nie pozwala schudnąć.

I choć jesteśmy otyli jesteśmy NIEDOŻYWIENI.

Kiedy większość spożywanych kalorii gromadzona jest w komórkach tłuszczowych  insulina nie może ich dostarczyć do innych komórek. Zaczyna się wewnętrzna ŚMIERĆ GŁODOWA.

Jesteśmy cały czas głodni, bo nasze tkanki nie dostają paliwa.

Ograniczamy się na siłę, bo organizm woła jeść. Komórki potrzebują paliwa, a zjadane przez nas kalorie są ,,przerabiane” na tłuszcz odkładający się w naszym ciele.

Gdy organizm nie ma możliwości spalenia tłuszczu (ze względu na wysoki poziom insuliny) przy głodzie wewnętrznym nie ma innego wyjścia – organizm spala tkankę MIĘŚNIOWĄ zamiast tłuszczu.

Jemy mało i… tyjemy.

Jonathan Bailor mówi o tym, że przy częstych dietach i ograniczaniu się na siłę nasz organizm jest rozregulowany i… GŁODNY. Jednak gdy wrzucamy do pieca danie mające na przykład 500 kilokalorii to zaledwie połowa z tej liczby idzie na odżywienie istotnych komórek. Insulina zadba o to, żeby drugą połowę… odłożyć w naszej tkance tłuszczowej. Więc choć zjedliśmy 500 kcal, to tak naprawdę dostarczyliśmy ważnym organom zaledwie 250 kcal. Organizm woła jeść, a zjadane przez nas kalorie idą w tłuszcz.

 – Otyłości nie powoduje spożycie zbyt wielu kalorii i nie można jej wyleczyć jedząc mniej – twierdzi autor książki ,,Mit kalorii’. – Nie da się rozwiązać problemu lecząc objawy.

Co więc zrobić?

Obniżyć poziom insuliny we krwi.

Jak?

Przestać liczyć kalorie, wyrzucić puste węglowodany i zacząć się odżywiać. Nie cukierek i kanapka, bo zawsze sobie wygospodarujemy te 100 kalorii na ulubione słodycze, ale wartościowy posiłek na bazie jaj, warzyw, orzechów i dobrych tłuszczów.

Jonathan Bailor twierdzi, że powinniśmy wrócić do takiego sposobu odżywiania, jaki stosowali nasi przodkowie. Podstawą powinny być: warzywa, owoce morza, mięso, jaja, orzechy i siemię lniane oraz owoce i rośliny strączkowe. Z diety natomiast trzeba wyrzucić to, co wciska nam do żywności przemysł: nabiał (z  mleka pasteryzowanego z chemicznymi dodatkami, oleje roślinne, pełnoziarnistą skrobię, przetworzoną skrobię i substancje słodzące. Jak widzimy są to nieomal założenia diety paleo. Wśród zalecanych pokarmów są wszystkie te, które znalazły się wśród 30 najzdrowszych pokarmów na Ziemi.

Warto jeść to, co jedli nasi przodkowie: warzywa, niewielką ilość mięsa, dobre tłuszcze, orzechy i nasiona

Swoją przemianę jedzeniową dokonałam zanim trafiłam na książkę ,,Mit kalorii”. W książce jednak znalazłam odpowiedź na pytanie – dlaczego to się udało. Wykluczając słodycze i jedząc warzywa, tłuszcze i odrobinę mięsa organicznego po raz pierwszy w życiu zaczęłam dostawać sygnał: STOP! Jesteś najedzona. Przy diecie wegetariańskiej  wysokowęglowodanowej – a na takiej byłam ponad 20 lat – nigdy takiego sygnału nie dostawałam.

Gdy zmieniłam sposób odżywiania przestałam mieć ochotę na słodkie. Z dnia na dzień. Jem więcej, schudłam ponad 15 kilo zupełnie przypadkiem, chudnę nadal i cieszę się, że nie jestem niedożywionym grubasem.

Okładka książki Mit kalorii

Autor książki podkreśla także,  że nie można jeść byle jakiego pożywienia – ważna jest jakość. Ja także to podkreślam. Odżywiamy swoje komórki, dajmy im to, co najlepsze, a ja mogę obiecać, że będziemy jeść znacznie mniej niż dotychczas.

Książkę z całego serca polecam. Na tym blogu będę wracała do niej nie raz.

 

 

 

 

One thought on “Jesz mało i tyjesz? Prawdopodobnie jesteś… niedożywiona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *