Moja dieta przeciwzapalna – wprowadzenie

Moja dieta przeciwzapalna - wprowadzenie

Od osób, które przeczytały mój tekst ,,Jak się pozbyłam bólu stawów bez lekarstw” otrzymuję wiele maili z prośbą o dokładne przedstawienie mojego sposobu odżywiania. Myślę, że to dobry pomysł, bo – mam taką nadzieję – że przynajmniej część z Państwa będzie mogło podążyć śladem moich rozwiązań, a część będzie wiedziało jak szukać własnych sposobów na zdrowie.

Dziś mam 56 lat, 180 cm wzrostu i ważę około 62-63 kilogramów. Ponad dwa lata temu, w grudniu 2016 roku ważyłam około 110 kg. Waga i bardzo krągłe kształty mi nie przeszkadzały – doszłam do wniosku, że jestem na tyle ,,dorosła”, że mogę już spokojnie nie przejmować się nadmiarowymi kilogramami.

Niemniej jednak byłam po dwóch rwach kulszowych, a każdy dzień oznaczał ból – bolał mnie kręgosłup i biodra. Każda noc była koszmarem – przekręcenie się z boku na bok powodowało dotkliwy rwący ból. Dostałam lekarstwa przeciwbólowe, ale nie pomagały… Do tego dochodziły od zawsze problemy z potężnymi żylakami i – zupełnie nowa przypadłość: insulinooporność.

I wtedy mnie olśniło: przecież kiedyś ludzie też miewali rwę kulszową, skrzywienie kręgosłupa i… żyli w miarę normalnie. Cukrzycy nie miał nikt w mojej rodzinie, co oznaczało dla mnie, że insulinooporności nabawiłam się ,,na własny rachunek”. Dzięki temu, że lekarstwa z długiej recepty mi nie pomagały, zaczęłam grzebać w książkach medycznych mojego dziadka – starego lekarza, którzy ukończył medycynę w 1916 roku w Charkowie i przypominać sobie jego dobre rady. I zaczęłam przeczesywać Internet w poszukiwaniu naturalnych sposobów na moje dolegliwości.

Tak trafiłam na Jerzego Ziębę, a potem na doktora Jerzego Jaśkowskiego. Spróbowałam. To, co robiłam, aby pozbyć się bólu opisałam w artykule rok temu. Dziś mogę potwierdzić – bóle po prawie 3 latach nie wróciły. Skrzywienie kręgosłupa i potężne żylaki – oczywiście są, ale nie dają dolegliwości bólowych. Po insulinooporności nie ma śladu.

A więc można!

To ja 🙂 Startowałam w listopadzie 2016 roku, ale pierwsze zdjęcie mam dopiero z marca 2017. Wagę utrzymuję bez problemu i czuję się znakomicie

Zdrowienie i dążenie do zdrowszego trybu życia stało się najpierw koniecznością, a potem pasją. Przeczytałam z 50 najróżniejszych książek – niektóre były wspaniałe, niektóre zupełnie bezwartościowe, ale na ich podstawie ułożyłam sobie własną dietę ,,przeciwbólową”, a więc przeciwzapalną.

Moim głównym celem było pozbycie się bólu. Utrata wagi to niejako efekt uboczny, niezamierzony, ale na pewno pomocny w osiągnięciu lepszego zdrowia.

Nie jestem celebrytką. Nie pomógłby mi żaden znany dietetyk – sama musiałam wszystko rozpracować i oddzielić ziarna od plew. Ale dobrze się stało. Po pierwsze, okazało się, że pomimo mojego wieku mój umysł potrafi jeszcze dobrze kojarzyć fakty i moja obecna dieta przeciwzapalna jest połączeniem kilku ,,diet” proponowanych przez autorytety medyczne. Po drugie – zrozumiałam, że jest wiele dróg do samouzdrowienia, ale należy umieć słuchać samego siebie i sprawdzać, która droga jest dla mnie najlepsza. Ja swoją znalazłam!

Czas na konkrety!

Moja dieta przeciwzapalna jest połączeniem co najmniej trzech sposobów odżywiania:

  1. Dieta ketogeniczna prowadząca do cyklicznej ketozy – propagowana w tej formie bardzo przez dr Josepha Mercolę

  2. Dieta Dobrych Produktów dr Ewy Bednarczyk Witoszek

  3. Post przerywany – z angielskiego intermittent fasting – czy jak kto woli dieta IF, także propagowana przez dr Mercolę i między innymi Michaela Mosleya, autora książki ,,Jelita wiedzą lepiej” oraz dr Ewę Bednarczyk-Witoszek.

Mój obecny sposób odżywiania jest kombinacją tych trzech diet. Wszystkie trzy są jednakowo ważne. Dieta ketogeniczna jest wspaniała, ale zazwyczaj wiąże się ze spożywaniem sporych ilości białka – co nie jest wskazane. Tymczasem mój organizm czasem białka nie chce – wtedy pomaga Dieta Dobrych Produktów. Post (przerywany) stał się nieodłączną częścią mojego życia. To wcale nie jest trudne. Przy dobrze ułożonej diecie, złożonej z tego, czego chce nasz organizm, poszczenie przez 16, 18 czy 20 godzin w ciągu doby nie stanowi problemu.

Jeśli wybieram się na imieniny lub planuję świąteczną ucztę – jem wszystko, na co mam ochotę. W jednej z książek, do których będę się tu odwoływać przeczytałam, że tak żyli nasi przodkowie. Dr Joseph Mercola mówi, że cykl ,,post – uczta – post” jest tym sposobem odżywiania, jaki ludzie stosowali od zawsze. Pani dr Ewa Bednarczyk-Witoszek z kolei mówi o tym, że ,,dzień wolności” czyli dzień uczty jest sposobem na odczulanie organizmu.

Zatem na prośbę Czytelników opiszę dokładnie swój sposób odżywiania, z podziałem na składniki pokarmowe, dni ,,uczty” i dni postne. Przedstawię też moje ulubione przepisy – najczęściej bardzo proste, bo pani dr Bednarczyk-Witoszek przekonuje, że im więcej składników – tym większe proszenie się o kłopoty w postaci alergii (czasem ukrytej).  Miewam dni, gdy jem dwa – trzy produkty (na przykład: tahini,  herbata, ogórki – lubię ogórki…) ale często te produkty zmieniam. Jem więc w ciągu tygodnia bardzo różnorodnie, choć w ciągu dnia są to czasem dwa jednakowe posiłki. Tak, tylko dwa.

Super śniadanko: jajecznica z kurkami (smażonymi na oleju kokosowym) + ogórki. Lubię ogórki 🙂

Korzystam, oczywiście, ze znakomitych wskazówek dr Jerzego Jaśkowskiego i z badań naukowych, które w swoich książkach omawia Jerzy Zięba. Niestety, nie mam dojścia do rolnika, który wypasa krowy na pastwiskach – mieszkam w centrum kraju, hodowców bydła jest tu niewielu, a jeśli już to krowy są przez cały rok trzymane w oborach – a to oznacza, że przez cały rok jedzą kiszonkę z kukurydzy z pól odchwaszczanych Randupem. Ale za to uwielbiam kiszone ogórki, które mogę jeść nawet z czekoladą.

Mój przykład pokazuje, że Hipokrates miał rację mówiąc: Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem… Każdy z Państwa musi poszukać swojej własnej drogi. Mam nadzieję, że moje doświadczenia mogą stać się dla Państwa inspiracją.

Dodam jeszcze tylko, że… sama żywność, to nie wszystko. Przy zdrowieniu ciała pojawia się moment, gdy ,,zdrowienia” potrzebuje także dusza lub duch lub psyche – nazwa zależy od tego w co wierzymy i czy wierzymy. I dopiero wtedy zaczyna się ,,jazda”. Ale warto!

Zrozumiem, jeśli Państwo powiecie: to nie dla mnie! Nie chce mi się, nie mam czasu, to bzdury… Też tak myślałam, dopóki nie doszłam do ściany, a ból jest bardzo dobrą motywacją do zmian. Nie bez powodu wiele osób propagujących medycynę komplementarną mówi, że choroba jest dla nas szansą. Tak jest!

I proszę pamiętać: moja droga nie jest jedyna. Nie pomogą Wam żadni dietetycy po internetowych kursach – też taki kurs zrobiłam i nie uczy on niczego. To Państwo sami musicie się odważyć wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie, a więc za siebie. I to tak naprawdę jest największą zmianą.

Beata Kozłowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *