Domowa chałwa – lniana, sezamowa lub słonecznikowa (DDP, wysokotłuszczowa)

Domowa chałwa - lniana, sezamowa lub słonecznikowa (DDP, wysokotłuszczowa)

Lubicie Państwo chałwę? Ja… uwielbiam. Od zawsze. Teraz jem ją bez wyrzutów sumienia, a na dodatek wiem, że leczy mój żołądek – zwłaszcza lniana, syci i daje poczucie szczęśliwości.

Naprawdę.

W poszukiwaniu urozmaiceń diety wysokotłuszczowej skierowałam swoje kroki ku DDP – Diecie Dobrych Produktów, wymyślonej i propagowanej przez dr Ewę Bednarczyk-Witoszek. Pani doktor wskazuje, że nawet chałwa kupna jest korzystna dla zdrowia, ale dla mnie jest już za słodka. Poza tym, zawiera często wiele dziwnych ,,E”, a – co jeszcze gorsze – zawiera także często syrop glukozowo-fruktozowy, który prostą drogą prowadzi nas ku insulinooporności i cukrzycy.

Jakie są zalety chałwy? Przede wszystkim jest to produkt wysokotłuszczowy. W 100 gramach słonecznika jest około 20 gramów białka i około 50 gramów tłuszczów. 100 gramów sezamu ma podobny skład: około 17-18 gramów białka i koło 50 gramów tłuszczu. A len? A jakże – ma także około 18 gramów białka i nieco ponad 40 gramów tłuszczu.

Wychwalanie zalet chałwy przez panią doktor sprawiło, że zapragnęłam zrobić ją sama.

Moją ulubioną jest sezamowa – zawsze kochałam sezamki, a teraz mogę się chałwą sezamową opychać do woli. Lubię też słonecznikową – uwielbiam słonecznik, ale nie jest łatwo znaleźć smaczne ziarno dobrej jakości BIO. Lniana – jest naprawdę przepyszna, a siemię lniane jest tanie i dostępne.

Uwielbiam wszystkie trzy,

Najczęściej robię sezamową, bo łatwo o sezam dobrej jakości, a najrzadziej lnianą – bo najtrudniej łączy się w ,,blok” chałwowy. Dziś jednak przygotowałam lnianą, która będzie wspaniała na jutrzejsze śniadanie – gdy zgodnie z Dietą Dobrych Produktów (DDP) planuję dzień wegański.

Chałwa, przygotowana z jednego rodzaju ziaren ma także taką zaletę, że jest produktem jednobiałkowym. Niemieszanie białek jest korzystne w DDP i chyba nie tylko w DDP – proponuję spróbować tak układać jadłospis, aby w ciągu dnia zjadać jedno białko zwierzęce (wieprzowina, wołowina, drób, łosoś, makrela itp – to osobne rodzaje białek) i (lub) jedno białko roślinne (właśnie na przykład len, sezam, słonecznik, orzeszki ziemne). Mam silny układ pokarmowy, ale takiego ,,błogostanu”, jakiego doznaję jedząc dziennie jedno białko zwierzęce i/lub jedno białko roślinne, nie miałam chyba nigdy wcześniej. Jesteśmy różni, więc nie wszyscy lubimy wszystko – zdaniem dr Ewy Bednarczyk – Witoszek powinniśmy wybierać to, co nam smakuje.

Najczęściej robię sezamową, bo łatwo o sezam dobrej jakości, a najrzadziej lnianą – bo najtrudniej łączy się w ,,blok” chałwowy. Tym razem będzie lniana

Co zatem potrzebujemy, żeby zrobić chałwę?

  • 9 łyżek nasion lnu (u mnie złoty, ale dobry jest też ciemny) lub słonecznika lub sezamu
  • kilka łyżek ulubionego oleju tłoczonego na zimno (nie ma w nim wielu białek, więc możemy dodawać ulubiony) – u mnie najczęściej jest to olej słonecznikowy, który w mojej ocenie jest słodki i cudownie pachnie. W przypadku chałwy sezamowej dodaję pastę z sezamu czyli TAHINI, ale czasem dodaję też kroplę oleju słonecznikowego
  • odrobinę soli
  • łyżeczkę syropu z agawy (lub dowolnego innego czynnika słodzącego). Syrop z agawy wybrałam za podszeptem rad dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, która odradza miód i syrop klonowy, bo dają alergiczne reakcje krzyżowe. Agawę jemy rzadko, syrop uruchamia więc takie szlaki metaboliczne, które nie są przeciążone w naszym organizmie. Może to być też syrop z kwiatów palmy kokosowej czy zwykły cukier – jeśli nie zastosujemy go zbyt dużo.
  • opcjonalnie suszone owoce, pistacje lub kakao – wszystko to, co lubimy w chałwie

Sklepowa chałwa ma około 55% sezamu i około 45%substancji słodzących. Moja taka nie jest i większość z nas aż takiej słodkości nie potrzebuje. Podczas ,,lepienia” chałwy można spróbować, czy mieszanka jest odpowiednio słodka (i słona). Zawsze można dosłodzić i dosolić.

Potrzebujemy jeszcze młynek – w moim przypadku jest to młynek do kawy, który używam do mielenia sezamu, słonecznika, lnu i – czasem – orzechów. Dobry będzie także mocny blender. I to wszystko.

Pamiętajmy jeszcze o jednym – nasiona roślin oleistych, a taki jest len, słonecznik i sezam mielą się ciężko. Róbmy przerwy, żeby nie przepalić młynka lub blendera. Najłatwiej na drobną miazgę miele się sezam, najtrudniej len. Len ma najmniej tłuszczu, dlatego podczas lepienia chałwy ,,zabiera” najwięcej oleju.

Do młynka wrzucam 3 razy po 3 łyżki ziaren. Tym razem przygotowuję chałwę lnianą, więc będzie to złote siemię lniane.

Zmielony len w młynku do kawy

 

Mielę tak drobno jak się da, choć siemię miele się trudno. 9 łyżek zmielonego ziarna wysypuję do miseczki

9 łyżek siemienia lnianego po zmieleniu wsypuję do miseczki

Dodaję łyżeczkę syropu z agawy, odrobinę soli i kilka łyżek oleju. W przypadku siemienia lnianego u mnie wychodzi około 2 łyżek oleju na 3 łyżki ziarna. Dla słonecznika jest to około 1 łyżki oleju na łyżkę ziarna. Do sezamu dodaję tahini – dużą łyżkę na 3 łyżki ziarna, ale kto tahini nie ma, może dodać sam olej – około 1 łyżki na 3 łyżki ziaren. Gdy dodaję tahini nie dodaję soli – tahini jest słone!

Dodaję kilka łyżek oleju i łyżeczkę syropu z agawy. Pamiętam też, żeby dodać szczyptę soli

Teraz czas na prace ręczne. Zmielone ziarna zagniatamy wraz z olejem jak ciasto. Na wszelki wypadek zostawmy olej odkręcony, bo może być potrzebne dolanie odrobiny.

Z połączonych olejem mielonych ziaren formujemy albo większy blok, albo – jak w moim przypadku dwie porcje chałwy i wstawiamy do lodówki. Większy blok łatwiej jest uformować z sezamu, len lepiej podzielić na mniejsze porcje. Można je zawinąć w folię spożywczą lub – jak ja – ułożyć na silikonowych foremkach do babeczek. Domową chałwę warto dobrze schłodzić. Jeśli zamierzamy ją pokroić warto włożyć na kilkanaście minut do zamrażalnika.

Z tych składników wychodzą dwie porcje chałwy o wielkości sporej mufinki. Len miele się trudno, ale nie obawiajmy się – nie będzie chrzęścił w zębach.

I… to wszystko. Jeśli myśleliście Państwo, że nie da się zjeść 5o gramów surowego siemienia lnianego, to… byliście w błędzie. Tak przygotowana chałwa jest przepyszna, a siemię lniane zachowuje wszystkie wspaniałe właściwości. W połączeniu z gorącą herbatą chałwa wprowadza prawdziwy ,,błogostan” do żołądka. A przy tym jest pyszna.

Kto lubi ziarna prażone – ten może przed zmieleniem podprażyć przez chwilę słonecznik, sezam lub len na patelni. Ja osobiście wolę wersję z ziarnami nieprażonymi, ale możliwych wariantów chałwy jest tyle ile dusza zapragnie. A przy tym to… samo zdrowie.

Zachęcam do własnych prób z chałwą. Jest bardzo sycąca i nie da się jej zjeść zbyt wiele. Ma dużo tłuszczu, koi i leczy układ pokarmowy, a jedząc ją – jak ja – na śniadanie, przez cały dzień nie poczujemy głodu.

Smacznego!

Wszystkim, którzy cierpią z powodu dolegliwości układu pokarmowego polecam zwłaszcza chałwę lnianą.Błonnik zawarty w siemieniu  zapobiega zaparciom, gdyż poprawia ruchy perystaltyczne jelit. Len jest także idealnym pokarmem dla dobrych bakterii bytujących w jelitach – tak więc jedząc chałwę lnianą dbamy o naszą florę bakteryjną i o zdrowie jelit. Pomaga w tym także kwas tłuszczowy ALA, którego w siemieniu lnianym jest dużo. A więc nie tylko smacznego, ale także – Na zdrowie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *